piątek, 20 kwietnia 2018

Nightwing - Tom 2 - Blüdhaven

Uwaga!!!

FABUŁA

Scenariusz: Tim Seeley

Szukający swojego miejsca w życiu Dick Grayson trafia do Blüdhaven, miasta w którym działał jego odpowiednik z uniwersum "Nowego DC Comics!". Chcąc uniezależnić się od Bruce'a i jego pieniędzy, Dick podejmuje pracę jako prowadzący w programie opieki nad nastolatkami dotkniętymi przemocą. Jak się okazuje owe dzieciaki, to grupa działających niegdyś w Gotham drobnych łotrzyków, którzy próbują uciec od swojej przestępczej przeszłości i rozpocząć nowe życie. Cały kłopot w tym, że ktoś wrabia ich w zbrodnie, których jak sami twierdzą wcale nie popełnili. Teraz jedynie Nightwing jest w stanie dojść do prawdy i pomóc swoim podopiecznym wykaraskać się z kłopotów w jakie wpadli. Tylko czy byłym przestępcom na pewno można zaufać?

Komiks rozpoczyna się nieco dziwnym prologiem, opowiadającym o tym dlaczego Nightwing w ogóle trafił do rzeczonego Blüdhaven. W tym krótkim epizodzie dochodzi do kooperacji Nightwinga z samym Supermanem. Przy pomocy jakiejś cudacznej kryptonijskiej technologii obaj wchodzą do snu Dicka [sic!], aby rozprawić się z czającym się tam łotrem – niejakim Doktorem Destiny...
Niestety historyjka ta jest całkiem marna, a wróg tandetny, więc kompletnie nie ma się czym emocjonować. Co prawda scenarzysta próbował gdzieś w tle przemycić temat odpowiedzialności wynikającej z noszenia kostiumu, ale zrobił to bardzo powierzchownie i mało przekonująco.

Dalej wcale nie jest dużo lepiej. Główna historia zawarta w tym komiksie to niezbyt porywający pseudo kryminał pełen niemożebnych wręcz dyrdymałów. Tim Seeley pisząc scenariusz mocno popłynął, szkoda tylko, że w stronę kiczu, banału oraz zwykłej głupoty. Sama zagadka kryminalna nie jest trudna do rozwikłania i nie trzeba geniusza, by szybko domyślić się, kto stoi za całym tym spiskiem. Śledzenie intrygi nie przysparza więc zbyt wielu wrażeń, ponieważ nie uświadczymy w tym komiksie żadnych niespodziewanych twistów fabularnych. Co gorsza akcja momentami sięga wręcz szczytów absurdu. Dość powiedzieć, że w trakcie śledztwa Nightwing zmuszony jest między innymi stawić czoła ogromnej humanoidalnej orce.
Nightwing vs. baba-orka... w oczy rzuca się fakt, że laska w ogóle nie ma narządów płciowych (rys. Marcus To)
W innej akcji protagonista kryje się pod policyjnym autem. Według Seeleya dorosły facet zdołałby schować się pod podwoziem samochodu osobowego. W dodatku w trakcie jazdy. Oj, głuptasek!
Z każda kolejną stroną brniemy dalej w niedorzeczności, które łyknąć mógłby co najwyżej niezbyt lotny dwunastolatek. Defacer potrafi latać dzięki przyczepionym do kostek (za pomocą taśmy klejącej) jakimś silniczkom. Główny łotr natomiast posługuje się wysuwanym, teleskopowym ramieniem. Jebany Inspektor Gadżet! Jakby tego było mało, to bohaterom pomaga tresowana wiewiórka o imieniu Goober… Tak, kurwa, "Brygada RR" na tropie!
Działania Policji z Blüdhaven i prowadzącej śledztwo detektyw Svobody to też jakaś farsa. Pozorne ruchy, dziwne poszlaki oraz decyzje, wszystko to wygląda bardzo mało wiarygodnie. 

Zawodzą niemal wszystkie postacie drugoplanowe, które w większości prezentują się zwyczajnie słabo. O wielkiej kobiecie-orce już wspominałem, ale grupa małolatów, którymi ma się opiekować Dick, to także niezłe indywidua:
  • Defacer – "artterrorystka" i wandal. Znana z tego, że smaruje graffiti na ścianach.
  • Stallion – kowboj-siłacz. Gość wygląda jak połączenie striptizera z muzykiem country.
  • Thrill Devil – były członek gangu motocyklistów. Dawca nerek.
  • Giz oraz Myszka – para hakerów-włamywaczy. Straszne lamusy.
  • Grimm – gadający goryl, który kiedyś handlował bronią.
Jak więc doskonale widać ekipa otaczająca Nightwinga, to banda ostatnich jełopów, których nie kojarzą chyba nawet najbardziej zagorzali fani komiksów z uniwersum DC.
Nightwing oraz część z jego nowych wspólników (rys. Marcus To)
Jedynym naprawdę fajnym aspektem tego komiksu jest fakt, że Tim Seeley próbuje usamodzielnić Nightwinga. Uniezależnić go od Batmana i znaleźć mu jakąś niszę, w którą ten mógłby się wpasować. Pomóc ma w tym przeprowadzka do Blüdhaven i ustatkowanie go tam zarówno prywatnie jak i superbohatersko. Nowa praca, nowa dziewczyna i nowe otwarcie. Wszystko to jest dla tej postaci niczym powiew świeżego powietrza. Scenarzyście całkiem nieźle udaje się też utrzymać balans pomiędzy oboma tożsamościami protagonisty. Nie faworyzuje on Nightwinga, ale daje szanse zaistnieć również Dickowi Graysonowi. Świadczy o tym między innymi wątek romansowy, który jest całkiem nieźle poprowadzony, chociaż moim zdaniem rozkwitł on nienaturalnie szybko. Ostatni epizod tego komiksu całkiem sympatyczne ukazuje właśnie zawiłości związku Dicka z Shawn Tsang (Defacer). Swoją drogą Dick to niezły pies na baby, w poprzednim tomie startował do Batgirl, teraz na celowniku nowa dupeczka. Fiu, fiu… Szanuję!
Nightwing oraz Defacer prywatnie są parą (rys. Minkyu Jung)
Ocena Bastarda: ✰✰✰ (słaby)

ILUSTRACJE

Rysunki: Marcus To, Marcio Takara, Minkyu Jung
Tusz: Marcus To, Marcio Takara, Minkyu Jung
Kolory: Chris Sotomayor, Marcello Maiolo

Przyznaję, że całkiem przyjemnie obcowało mu się z solidną, klasyczną kreską głównego rysownika Marcusa To. Nieźle prezentują się również rysunki odpowiedzialnego za ostatni epizodzik Minkyu Junga, nieco gorzej natomiast prace autora prologu Marcio Takary. Ciekawostką jest fakt, że cała trójka rysowników ma orientalnego korzenie, chociaż tak naprawdę każdy z nich pochodzi z innego kontynentu. Marcus To jest Kanadyjczykiem, pół Japończyk-pół Brazylijczyk Marcio Takara urodził się w Rio de Janeiro, a jedynym rodowitym azjatą jest Koreańczyk z Seulu - Minkyu Jung.

Ocena Bastarda: ✰✰✰✰✰✰ (dobry)

DODATKI

Wydawca: Egmont
Wydawca oryginalny: DC Comics
Tytuł oryginału: Nightwing - Volume 2 - Back To Blüdhaven
Cykl: DC Odrodzenie
Seria: Nightwing
Data wydania: 11 kwiecień 2018
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Format: 165 x 255 mm
Liczba stron: 156
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Papier: Kredowy
Druk: Kolor
ISBN-13: 9788328134027
Cena okładkowa: 39,99 zł

Bardzo solidne wydanie, standardowe dla cyklu "Odrodzenie". W bonusach znajdziemy jednak jedynie galerię okładek.

Ocena Bastarda: ✰✰✰✰✰✰ (dobry)

PODSUMOWANIE

"Blüdhaven" to próba odcięcia Nightwinga od jego korzeni. Tim Seeley postanowił przeciąć pępowinę jaka łączyła protagonistę z Batmanem oraz Gotham i za to mu chwała. Scenarzyście udało się również zachować równowagę pomiędzy życiem prywatnym Dicka a jego superbohaterskim alter-ego Nightwingiem, obie tożsamości rozwijają się w nowym otoczeniu całkiem przyzwoicie. Niestety kompletnie zawodzi sama historia. Oparta na prostych schematach intryga jest całkiem prymitywna i nie budzi w czytelniku absolutnie żadnych emocji. Rozwiązanie zawartej w fabule zagadki kryminalnej jest tak oczywiste, że byłby w stanie rozwikłać ją każdy sześciolatek, który oglądał przynajmniej jeden odcinek kreskówki ze Scooby-Doo. To ten sam poziom. Najwięcej zastrzeżeń mam jednak do pełnej absurdów akcji. Dla nieco dojrzalszego odbiorcy rozwiązania, które proponuje Seeley będą absolutnie nie do przyjęcia. Razi brak realizmu i zwykła głupota. Na szczęście, dzięki bardzo solidnym rysownikom, na całkiem dobrym poziomie stoi oprawa graficzna tego komiksu. Moim zdaniem oglądanie obrazków, to zdecydowanie najprzyjemniejsza czynność związana z obcowaniem z drugim tomem serii "Nightwing".

Ostateczna ocena Bastarda: ✰✰✰ (słaby)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz