środa, 21 marca 2018

Flash - Tom 2 - Pęd ciemności

Uwaga!!!

FABUŁA

Scenariusz: Joshua Wiliamson

Po przeczytaniu pierwszego tomu serii "Flash" żałowałem, że scenarzysta bardzo pobieżnie potraktował wątek sprowadzenia Wally'ego Westa do uniwersum "Odrodzenia". Teraz temat powraca, ale Joshua Williamson po raz kolejny nie ma czytelnikowi nic ciekawego do zaoferowania. Pierwszy epizod "Pędu ciemności" to bardzo krótka i niezbyt zajmująca historyjka z udziałem aż trzech różnych Flashów (dwóch dorosłych i jednego małoletniego). Głównym jej motywem są niezbyt konkretne wizje przyszłości, jakie Barry'emu Allenowi podsyła moc prędkości. Zwiastują one prawdopodobne przybycie do tego świata kolejnego już Flasha (Jay Garrick). Wątek zostaje jednak szybko urwany, więc poza tą dość oczywistą zapowiedzią niewiele więcej z niego wynika.
Czyżby ten śmieszny hełm z wizji Barry'ego był zapowiedzią przybycia do uniwersum "Odrodzenia" kolejnego Flasha, Jaya Garricka? (rys. Jorge Corona)
Po tym krótkim wstępie przechodzimy do głównej historii tego komiksu, która okazuje się być banalna i zwyczajnie głupiutka. Już na wstępie Barry oraz Kid Flash zmuszeni są stawić czoła łotrowi, którego moce i wygląd predestynują do miana najbardziej obciachowego lamusa z całego uniwersum DC. Serio! Bronią kolesia jest jebane origami... Chyba nie trzeba dodawać nic więcej, prawda?
Papercut - jeden z najbardziej żałosnych łotrów Uniwersum DC (rys. Felipe Watanabe)
Starcie z tym tandetnym frajerem kończy się bardzo szybko, ale w jego trakcie młody Wally popełnia poważny błąd i dostaje zasłużoną zjebę od swojego starszego kolegi. Od tego momentu relacje między bohaterami zaczynają się nieco komplikować, ale niestety owe perturbacje nie zostały ukazane przez scenarzystę w sposób satysfakcjonujący. Williamson poszedł po linii najmniejszego oporu i zwyczajnie strywializował ten wątek. Kid Flash przechodzi fazę młodzieńczego buntu, opuszcza zajęcia w szkole i ogólnie ma wyjebane. Wobec powyższego Barry decyduje się ukarać gówniarza, zawieszając jego szkolenie na czas nieokreślony. Chcący powrócić do łask młodzieniec, postanawia udowodnić swoją wartość, rozwiązując sprawę pojawiającego się w okolicy tajemniczego cienia. Oczywiście szybko okazuje się, że nie był to zbyt dobry pomysł. Kid wpada w nieliche tarapaty, a wraz z nim jego ciotka Iris, więc po raz kolejny sytuację musi ratować dorosły Flash. 

Niestety zagrożenie jakiemu stawiają czoła bohaterowie okazuje się być jakimś absurdalnym bzdetem. Otóż niejaki Shade (kiedyś łotr, teraz po prostu zwykły pizduś) nie panuje już nad swoją mocą manipulowania światem cieni, ponieważ rzuciła go pewna laska i chłop się załamał. Owa panienka zostaje porwana przez cienie, zainfekowana ciemną stroną mocy i wespół z Iris dowodzi armią mroku. Hordy żałosnych potworków próbują przedostać się ze swojego wymiaru na Ziemię, aby nią zawładnąć. Teraz już tylko Flash i jego przyjaciele mogą powstrzymać ekspansję złowieszczych straszydeł. Ciekawostka - miejscem bitwy jest kraina cieni, w której w centralnym punkcie stoi budowla jak żywo przypominająca Mroczną Wieżę wyciągniętą wprost z kart powieści Stephena Kinga...
Bohaterowie walczą z armią cieni (rys. Davide Gianfelice)
Samo starcie z armią cieni jest w chuj nudne. Sprowadza się ono do sztampowej konfrontacji sił dobra (Flash i ekipa) z bezosobowymi zastępami mroku oraz banalnego pierdolenia o walce z ciemną stroną własnej osobowości.
Na koniec tego wątku jeszcze jedna luźna uwaga. Jak to jest, że młody Wally, który spędza sporo czasu zarówno z Barrym jak i jego alter ego Flashem, nie potrafi wykminić, że obaj ci goście to jedna i ta sama osoba?

Ostatni epizod idealnie wpasowuje się w infantylny i głupiutki klimat tego komiksu. Kid Flash nie chce by ktoś zakłócił randkę Barry'ego z Iris, dlatego w czasie jej trwania bierze całą superbohaterską robotę na siebie. Sprowadza się ona do starcia z kolejnym tandetnym lamusem, wyglądającym niczym chodząca kupa parującego gówna, niejakim Tar Pitem. Historyjka ta jest w chuj naiwna, a człowiek-stolec okazuje się być beznadziejnym frajerem.
Kid Flash walczy z kolejnym tandetnym potworkiem - Tar Pitem (rys. Neil Googe)
Ogólnie to cały komiks utrzymany jest w atmosferze żenady i dziadostwa. Fabuła jet mało oryginalna, a zagrożenia z jakimi mierzą się bohaterowie tandetne i infantylne. Pod względem scenariuszowym drugi tom serii "Flash" po prostu leży.
 
Ocena Bastarda: ⭐⭐ (bardzo słaby)

ILUSTRACJE

Rysunki: Jorge Corona, Felipe Watanabe, Davide Gianfelice, Neil Googe
Tusz: Jorge Corona, Oclair Albert, Davide Gianfelice, Ivan Plascencia
Kolory: Ivan Plascencia, Chris Sotomayor

Za ilustracje do "Pędu ciemności" odpowiada czterech rysowników, z których dwóch jest słabych, a dwóch kompletnie nijakich. Jorge Corona rysuje zwyczajnie brzydko. Na jego pracach twarze bohaterów wyglądają topornie, a sylwetki sprinterów pokracznie. Davide Gianfelice jest niechlujem. W oczy rzucają się niestaranne wykończenia, brak szczegółów oraz liche tła. Wygląda na to, że koleś ma po prostu wyjebane i rysuje na odczepnego, byle szybko skasować czek za swoje marne bazgroły. Narzekałem na głównego rysownika poprzedniego tomu (Carmine di Giandomenico), ale ci dwaj kolesie są jeszcze słabsi. Pozostali rysownicy Felipe Watanabe oraz Neil Googe to całkiem przeciętni ilustratorzy i ich prace również nie rzucają na kolana. Ogólnie rzecz biorąc "Pęd ciemności" to chyba najsłabiej narysowany komiks z dotąd wydanych w cyklu "Odrodzenie".

Ocena Bastarda: ⭐⭐⭐ (słaby)

DODATKI

Wydawca: Egmont
Wydawca oryginalny: DC Comics
Tytuł oryginału: The Flash - Volume 2 - Speed of Darkness
Cykl: DC Odrodzenie
Seria: Flash
Data wydania: 9 marzec 2018
Tłumacz: Tomasz Kłoszewski
Format: 165 x 255 mm
Liczba stron: 120
Okładka: Miękka ze skrzydełkami
Papier: Kredowy
Druk: Kolor
ISBN-13: 9788328126534
Cena okładkowa: 39,99 zł

W bonusach galeria okładek, cztery strony ze szkicami oraz wstęp "Pomiędzy kadrami" autorstwa Małgorzaty Chudziak, opisujący pokrótce losy trójki bohaterów (z różnych epok uniwersum DC), którzy nosili pseudonim Flash. 

Ocena Bastarda: ⭐⭐⭐⭐⭐⭐ (dobry)

PODSUMOWANIE

Nudna i naiwna fabuła oraz słabiutkie rysunki. Tak pokrótce można podsumować drugi tom serii "Flash", który tak naprawdę powinien nosić tytuł "Kid Flash", ponieważ to właśnie postać młodego Wally'ego Westa wychodzi na pierwszy plan i zajmuje większą część tego komiksu. Niestety zabieg ten sprawia, że mamy do czynienia z irytującą infantylizacją historii zawartych w tym albumie. Większość rozwiązań proponowanych przez scenarzystę Joshuę Williamsona jest zwyczajnie głupiutkich i kompletnie banalnych, a sytuacji nie poprawia naprawdę licha oprawa graficzna. Seria "Flash", która już wcześniej nie prezentowała zbyt wysokiego poziomu, teraz dodatkowo zalicza jeszcze spadek formy.

Ostateczna ocena Bastarda: ⭐⭐ (bardzo słaby)

4 komentarze:

  1. Nie czytaj już następnych części Flasha, bo widać, że się męczysz. Dla mnie Flash pisany przez Williamsona i rysowany przez Giandomenico jest prze genialny, jak i dla większości fanów DC, którzy postawili go tuż obok flagowych tytułów w sprzedaży. Powtarzam, nie męcz się, bo zostaniesz uznany za masochistę.

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki za troskę, ale mam zamiar przeczytać wszystko co zostanie wydane w Polsce w cyklu "Odrodzenie". Nawet jeśli będzie tak marne jak do tej pory. Fajnie, że jest ktoś, komu seria "Flash" się podoba... Nie rozumiem tego, ale przecież nie muszę. Kwestia gustu, a z tym się nie dyskutuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydawać pieniądze na coś, co od 2 tomów się nie podoba? Bez sens.

      Usuń
    2. Widzę, że kolega martwi się również o moje pieniądze... To już jest wyższy poziom troski. Prawie się wzruszyłem. Co można kupić, można też sprzedać. Nawet taki szajs jak "Flash" z "Odrodzenia". Są ludzie, którzy uważają, że to "prze genialna" seria... ;)

      Usuń